Bezcenny dar - kawa z mleczkiem (23)
Marcin Rudnicki w poniedziałek z samego rana pojawił się w bibliotece, żeby wypożyczyć książkę. Obojętnie jaką, obojętnie o czym. Szukał pretekstu, by przez moment porozmawiać z Karoliną, być w pobliżu niej. Pani Dorota spojrzała się na niego znacząco, albo tylko się mu tak wydawało, nie było to istotne.
Przywitał się ze swoimi pracownicami i po wymianie kilku uprzejmości poprosił Karolinę o to, żeby coś mu poleciła. Ciekaw był jej gustu, miał nadzieję, że dzięki temu dowie się o niej czegoś więcej niż do tej pory. Po namyśle wybrała jedną z książek Musso, już wcześniej znał tego autora, ale akurat tej pozycji nie. Pochwalił jej wybór, Karolina podziękowała i zmieszana wyszła do drugiego pomieszczenia. Pani Dorota wyglądała tak jakby chciała coś powiedzieć, ale ostatecznie wróciła do swoich zajęć wzdychając przy tym odrobinę za głośno. Poczuł się nieproszonym gościem i niechętnie poszedł do swojego gabinetu. Miał nadzieję, że poranek potoczy się inaczej, a tymczasem najwyraźniej spłoszył Karolę. Książkę położył na biurku i poprosił sekretarkę o kubek czarnej herbaty. Kusiło go, by rozpocząć czytanie, zamiast tego jednak musiał zabrać się za wypełnianie kolejnych nudnych statystyk. Nie znosił tej części swojej pracy. Kochał kontakt z uczniami, rozwiązywanie ich realnych, życiowych problemów, a nie administracyjną krzątaninę. Przez okres wakacji uczniowie omijali szkołę szerokim łukiem, a on musiał się wywiązać ze wszystkich swoich zobowiązań w stosunku do kuratorium i gminy. Jego sekretarka dwoiła się i troiła, a i tak zaległości rosły.
Wieczorem nie potrafił zasnąć. Rozmyślał o Karolinie. Rozgościła się w jego głowie jak królowa i próżno było ją przeganiać. Ganił się za te myśli. Tłumaczył sam sobie, że nie mają one żadnego sensu. Przede wszystkim była w ciąży z innym mężczyzną, co w zasadzie powinno być wystarczającym argumentem. Nic z tego. Pragnął jej. Nie wiedział nawet kiedy to się stało i to frustrowało go jeszcze bardziej. Przy kolacji otworzył książkę. Delektował się każdym zdaniem i starał się utrzymywać powolne tempo czytania. Na próżno. Wątek kryminalny pochłonął go bez reszty, z zachłannością przewracał kartki, aż do ostatniej. Wysłał do Karoliny SMSa: „Skończyłem książkę. Była naprawdę dobra. Jesteś mi winna kawę, bo w pracy z pewnością z powodu niewyspania nie będę poprawnie funkcjonował ;)”. Zasnął trzymając komórkę w ręce.
***
Karolina rozpoczęła dzień od mdłości. Były na tyle mocne, że dziękowała Bogu za wymioty, bo po nich czuła się znacznie lepiej. Spojrzała w lustro z niezadowoleniem. Cóż za żałosny widok, włosy w nieładzie, czerwone plamy na twarzy. W niczym nie przypominała kobiet z reklam, które z błogim uśmiechem na twarzy trzymają się za swój lekko zaokrąglony brzuch. Jej był póki co płaski, dopiero wieczorem lekko wystawał, żeby nad ranem wrócić do poprzedniego stanu. Wmusiła w siebie szklankę wody i herbatniki, nie odczuwała głodu, a otworzenie lodówki z pewnością skończyłoby się kolejną potężną falą nudności. Już wczoraj ledwo wytrzymała, kiedy Dorota jadła swoje kanapki z tuńczykiem. Do rozpoczęcia pracy miała sporo czasu i nie wiedziała co z sobą zrobić. SMS nie dawał jej spokoju, nie wiedziała jak na niego zareagować. Już wczorajsza wizyta w bibliotece była dla niej dostatecznie trudna. Za wszelką cenę próbowała nie dać po sobie poznać jak duże wrażenie wywarło na niej pojawienie się tam Marcina. Próbowała trzymać emocje na wodzy, co było trudne. Kiedy tylko wyszedł Dorota od razu spytała o to, co się między nimi dzieje. Na zapewnienie, że nic, co najwyżej przyjaźń przewróciła oczami, nie drążyła jednak tematu dalej. Jakiś głos z tyłu głowy, podpowiadał Karolinie, że jemu może zależeć na czymś innym niż przyjaźni. Treść otrzymanej wiadomości sugerowała, że prawidłowo odgadła jego zamiary. Niepokoiło ją to i ekscytowało jednocześnie. I im dłużej o tym myślała, tym mniej wiedziała. Jednego była pewna, jakiekolwiek angażowanie się w tą relację było nie na miejscu.
W końcu jednak wysłała wiadomość: „Z mleczkiem czy bez?”. Odpowiedź przyszła błyskawicznie. „Obojętnie. Byleby była :)”. Odpisała, że w takim razie zaprasza do siebie. Nie spodziewała się, że po kilkunastu minutach usłyszy dzwonek do drzwi.
***
Marcin trzymał w ręce papierową torbę z drożdżówkami i bułkami. Z niepokojem wpatrywał się w drzwi, było przed siódmą i dopiero w chwili, gdy nacisnął dzwonek pomyślał, że to nie jest najlepsza pora na odwiedziny. Zirytował się sam na siebie, zachowywał się szczeniacko, zupełnie jakby stał się kimś innym. Jak można kogoś prawie nie znać, a pragnąć go tak silnie? Chciał na Karolinę patrzeć, rozmawiać z nią, przebywać z nią, oddychać tym samym powietrzem. Chciał z nią robić jeszcze wiele rzeczy, ale rozsądek nakazywał mu spokój. Zakochałem się – pomyślał w chwili, gdy usłyszał zgrzyt przekręcanego klucza w drzwiach. Zamierzał ukrywać to odkrycie przed całym światem, czy również Karoliną nie był pewien. Bał się, że zrobi jakiś niewłaściwy krok i zrazi ją do siebie.
Po chwili w drzwiach stanęła Karolina. Wyglądała cudownie. Gestem zaprosiła go do środka. Zaparzyła kawę i wyjęła dwa puste talerze, na których położyła drożdżówki i suche bułki. Zjedli je ze smakiem, dyskutując o książce. Znowu ich rozmowa toczyła się swobodnie, tak jak dawniej. Ciężko było się mu pożegnać. Najchętniej spędziłby u niej cały dzień. Nie chciał jednak nadużywać gościnności ani też osaczać ją swoją osobą. Przytulił ją na pożegnanie. Zaskoczona wyprostowała się. Czuł jak jej mięśnie zrobiły się sztywne. Z żalem ją puścił.
- Przepraszam, trochę się zagalopowałem.
- Nie musisz, to było całkiem miłe. Tylko po prostu kiedy ostatnio mój szef mnie przytulał nie skończyło się to dla mnie dobrze.
- Wiesz, że nie jestem twoim szefem, prawda? To znaczy jestem, ale nie tym poprzednim. Miałem na myśli, że ja bym cię nie skrzywdził – plątał się.
Skinęła głową. Wiedziała. Tak samo jak wiedziała, że Andrzej ją skrzywdzi. A mimo tego zary-zykowała. Drugi raz nie miała zamiaru popełnić tego samego błędu.
- Czy mogę jeszcze się kiedyś z tobą umówić?
- Nie wiem czy to dobry pomysł.
- W takim razie przekonamy się przy kolejnym spotkaniu. Pa.
Wybiegł szybko z mieszkania bojąc się, że jeszcze chwila i czar pryśnie.
***
Kacprowi udało się sfinalizować zakup nieruchomości szybciej niż się spodziewał. Mieszkanie odpowiadało jego warunkom, remont polegający na wstawieniu ścianek działowych i przeniesieniu kuchni do przedpokoju nie powinien zająć więcej niż miesiąc, a więc wszystko wskazywało na to, że we wrześniu będzie mieć komplet najemców, którzy nie tylko spłacą zaciągnięty na ten cel kredyt, ale i pozwolą mu odłożyć sporo gotówki. Właścicielowi zależało na szybkiej sprzedaży i do tego był skłonny do negocjacji. Kacper wykorzystał zaistniałą sytuację, mając świadomość, że przy odrobinie większym wysiłku mógłby uszczknąć jeszcze więcej. Nie miał jednak na to ochoty. Owszem, liczyły się zyski, ale jego wewnętrzny kodeks moralny nie pozwalał mu na wyzyskiwanie ludzi. Chciał, by i jego kontrahent był zadowolony. Klucze do mieszkania przekazał jednemu ze swoich współpracowników i uznał, że jego dalszy pobyt jest zbędny. Postanowił wrócić do Maminowa nie w piątek nad ranem, ale już w czwartek. Skierował swe kroki na dworzec kolejowy, żeby sprawdzić możliwość przebukowania biletu. Pomimo tego, że nie musiał martwić się o pieniądze nie lubił ich marnotrawienia. Cieszył się z małych oszczędności i przez to czasem słyszał zarzut, że jest dusigroszem. Nie przejmował się jednak tym, ponieważ zazwyczaj dotyczyło to osób, które miały bardzo roszczeniową postawę i uważały, że skoro są biedne, to wszyscy powinni się o nie troszczyć. Drażniło go takie nastawienie do życia. On wolał aktywnie pomagać i jeśli wiedział, że ktokolwiek ma problemy finansowe to zamiast przychodzić do niego z ofertą pożyczki przychodził z ofertą dorywczej i niezbyt wymagającej pracy, takiej jak koszenie ogrodu, malowanie czy prasowanie pościeli dla turystów. Rzadko kto chciał z tego skorzystać, co tylko utwierdzało go w przekonaniu, że lepszym jest dawanie ludziom wędki niż ryby.
Na dworcu jak zwykle było tłoczno i gwarno. Podróżni prowadzili głośne konwersacje nie dbając zupełnie o to, że ujawniają osobom postronnym szczegóły z życia. On cenił sobie dyskrecję, o którą musiał walczyć w Maminowie. Pamiętał jak będąc młodym chłopakiem poszedł ze swoją dziewczyną na spacer po okolicy. Tak bardzo bał się dekonspiracji, że pomimo jej nalegań nie chciał chwycić jej za rękę, czym ona czuła się dotknięta. Za punkt honoru postawił sobie jednak strzeżenie tej tajemnicy przed oczami wścibskich sąsiadów i rodziców. Jakże był zdziwiony tamtego dnia, kiedy wrócił do domu, a jego mama od razu pogratulowała mu związku i zaczęła wychwalać jego ówczesną wybrankę serca. Okazało się, że jedna ze znajomych (do dziś nie wie która) widziała ich przechadzających się w okolicach plaży i od razu postanowiła poinformować o tym fakcie jego rodziców. Uśmiechnął się do tamtych wspomnień. Kiedy podszedł do kasy biletowej zauważył Agatę, pomachał do niej i przytulili się na powitanie. Wyglądała pięknie. Z czułością popatrzył na jej zaokrąglony brzuszek. Zastanawiał się, czy dziecko kopie i czy będzie podobne do niego. Odgadła jego myśli i położyła dłoń na brzuchu, po chwili poczuł jak regularnie się porusza.
- Chyba ma czkawkę.
- Tak, to już jej druga dziś.
- Jej?
- Tak czuję. Zresztą poczekajmy czy lekarz to dziś potwierdzi. O szesnastej badanie.
Spojrzał na zegarek. Mieli jeszcze sporo czasu, który wykorzystali na analizowaniu listy imion dla pierwszej wnuczki jego rodziców.
Podczas badania USG lekarz potwierdził przypuszczenia Agaty. Zmierzył nóżki i wymownie patrząc na Kacpra powiedział:
- Bardzo długie. Z pewnością po mamie.
Agata zaczęła się śmiać, a po chwili i on sam.

Komentarze
Prześlij komentarz